Dzisiaj prezentuję fragment książki  Pan Jerzego Prokopiuka, psychologa, antropozofa opisujący nasze postrzegania dobra i zła.

Problem zła w rozwoju psychicznym człowieka. Aspekt indywidualny

Początki ideologicznych zainteresowań złem sięgają końca XIX w. U schyłku epoki wiktoriańskiej bowiem kryzys tradycyjnych norm dobra i zła, na których opierała się kultura mieszczańska, zbiegł się z kryzysem starej psychologii świadomości, bezsilnej w obliczu przemian „ducha czasu”. Nieprzypadkowo więc spośród trzech wielkich diagnostów kryzysu wartości tej kultury Fryderyk Nietzsche był prekursorem psychologii nieświadomości, Zygmunt Freud – jej pionierem, C. G. Jung – jej właściwym twórcą. Dla Nietzschego kanon kultury był odpowiedzialny za dekadencję moralną, zdaniem Freuda kultura była źródłem nerwicy, zdaniem Junga cierpienie z powodu zła wynika z absolutyzacji moralnej postawy jednostki.

Zaakcentowanie przez Nietzschego subiektywnego charakteru moralności, przeprowadzona przezeń krytyka moralności judeo­chrześcijańskiej jako przyczyny „denaturalizacji wartości naturalnych”, mocne postawienie tezy, że kolektywne dobro może być dla podmiotu złem, tak jak dla człowieka twórczego zło może być dobrem, jak również konstatacja, iż każda próba uwiecznienia i monopolizacji ideałów i wartości przez jakąś religię czy moralność musi prowadzić do stłumienia instynktów i popędów, stały się teoretycznymi przesłankami zarówno Freuda koncepcji stłumienia i popędu śmierci, jak i Junga koncepcji „cienia”‚.

SAMSUNG CSC

Czy jednak moralność zachodnia rzeczywiście ma charakter tak negatywny, iż w sposób konieczny czyni ludzi neurotykami i zabija ich witalność?

Nie wolno przecież zapominać, że bez chrześcijaństwa i jego moralności, czyli bez domestykacji człowieka pierwotnego, bez ofiary i rezygnacji z popędów, człowiek zachodni nie osiągnąłby swego wysokiego poziomu świadomości i zdolności myślenia, które stworzyły i rozwinęły jego filozofię, naukę i technikę, a którymi słusznie się szczyci. Kanon kulturowy i jego moralność stają się czymś negatywnym dopiero z tą chwilą, kiedy jednostka przyjmuje ich nakazy i zakazy jako prawa absolutne, czyni z nich cel sam w sobie i zagłusza w sobie inne przejawy życia. Im bardziej jednostka utożsamia się z wartościowaniami kanonu kulturowego, im bardziej jednostronna staje się jej postawa świadoma, tym bardziej jednostronne stają się jej nieświadome tendencje przeciwne. Dlatego Jung w swej psychologii moralności – wbrew Nietzschemu i Freudowi – uważa jednostkę, a nie społeczeństwo, za odpowiedzialną za negatywne właściwości kanonu kulturowego.

Duszy człowieka szkodzi zarówno „za wiele” (tyrania wynikająca z postawy patriarchalistycznej), jak i „za mało” moralności (libertynizm wynikający z postawy matriarchalistycznej).

W pierwszym wypadku zbyt silna więź z moralnością usankcjonowaną przez społeczeństwo, u jednostki przejawiająca się jako postawa perfekcjonistyczna, rodzi równie silne, tyle że odwrotne przywiązanie do tego, co zakazane. Dlatego dążący do doskonałości ciągle borykają się z niedoskonałością. Nie rozumieją oni, że poza uznaniem prawd absolutnych, trzeba mieć także uznanie dla prawd serca. Co gorzej, nie zdając sobie sprawy ze swego zła czy słabości, przypisują je głównie innym.

Tak rodzi się nietolerancja: ludzie ci nie mogąc wybaczyć sobie, nie potrafią wybaczyć innym.

Natomiast ludzie mniej doskonali są bardziej tolerancyjni, autentyczniejsi, bardziej spolegliwi i lepiej przystosowani do rzeczywistości. W wypadku drugim – u ludzi o słabym ego i mało zróżnicowanej postawie świadomej, często obciążonych fiksacją do matki – mamy z kolei do czynienia z brakiem moralnej dyrektywy i niechęcią do wysiłku samowychowawczego. Ta postawa również prowadzi do nerwicy połączonej z podświadomym poczuciem winy i negatywizmem aż do skłonności samobójczych włącznie (podział ten pokrywa się częściowo z podziałem ludzi na psychonerwicowców i psychopatów – według Kazimierza Dąbrowskiego).

stocksnap_senx54mwq7

W obu tych postawach zasadniczą rolę odgrywają procesy stłumienia i wyparcia: tłumienia i wypierania słabości albo dyscypliny moralnej. Ale – jak wiadomo – treść usunięta z pola świadomości rozwija tym większą aktywność nieświadomą, jawiąc się nam jako coś negatywnego (od wewnątrz lub od zewnątrz). W ten sposób odkrywamy „innego w nas”: w dysocjacji między świadomością a nieświadomością lub w dysocjacji między dwiema postawami świadomymi, które się wzajemnie ignorują. A kontakt z owym „innym” oznacza doświadczenie indywidualnego zła, a przynajmniej za to go uważamy.

W psychologii analitycznej Junga „inny w nas” nosi nazwę „cienia” (termin zapożyczony od Nietzschego). „Cień” stanowi nieświadomą część osobowości człowieka, która uzupełnia jej część świadomą, tzn. czyni ją czymś względnie pełniejszym. Obie te części pozostają do siebie w stosunku komplementarnym: postać „cienia zależy od rodzaju świadomości człowieka”. To właśnie Nietzsche zauważył, że pojęcie dobra wskazuje na pojęcie zła, że miłość i nienawiść, afirmacja i negacja należą do siebie. (Krótko potem William James dał wyraz przekonaniu, że w naszych działaniach praktycznych zawsze ma swój udział przeciwieństwo tego, co chcemy, a w swych Doświadczeniach religijnych3 ukazał rolę zła w procesach konwersji religijnej).

„Cień” – bez względu na to, czy jawi się nam jako projekcja, czy też w snach i mitach – przybiera postać tej samej płci, co wyższa osobowość. W mitologii spotykamy go w wątku nierównej pary braci – jako „ciemnego brata”. W Starym Testamencie są to pary Abel i Kain czy (bardziej dwuznaczna) Ezaw i Jakub; tu „ciemny brat” krzyżuje plany „brata jasnego”. W mitologii sumeryj­skiej, pochodzącej z fazy mniejszego zróżnicowania świadomości, para Gilgamesz i Enkidu stanowi przykład współpracy herosa z „cieniem”; tu widać jeszcze wyraźnie wspólną podstawę ego i „cienia”. Postawa ta wskazuje na obie strony pełni osobowości: na jej sprzeczności i na jej całość. Tak więc w mitologicznym wątku nierównej pary braci znajduje wyraz istota ego i „cienia”: ich konflikt – w zróżnicowaniu braci, ich jedność – we wspólnej im płci.

stocksnap_8t9y244tk8

Moralna postawa jednostki najczęściej w mniejszym lub większym stopniu pozostaje w zgodzie z wartościami jej kultury. „Cień” osobowy zatem na ogół łączy się z tym, co również kolektywnie uważane jest za „złe”. Bywa jednak i tak, że ego jest silnie zdominowane przez pierwiastek negatywny i świadomie żyje z tym, co kolektywnie jest uznawane za zło. Wtedy jasna osobowość zostaje zepchnięta do nieświadomości i niekiedy kompensuje brak świadomej moralności. Mamy wówczas do czynienia z paradoksalnym zjawiskiem „pozytywnego cienia”.

Rozwojowo rzecz biorąc, problem „cienia” osobowego łączy się z historią i zróżnicowaniem ego-świadomości. Im mocniejsza jest osobowość skonstelowana wokół ego, im bardziej jest spolegliwa orientacja psychiczna jednostki i im bardziej stabilne są jej wartości, tym wyraźniej w nieświadomości rysuje się „cień”. Zrazu więc jest on zjawiskiem normalnym. Wszystko bowiem, co się nie podporządkowuje celom świadomości i co nie da się pogodzić z wartościami świadomymi, w toku rozwoju ulega zaniedbaniu, zapomnieniu lub też wyparciu i stłumieniu. Należą tu „stare drogi natury”, „dziecko w nas”, emocjonalne więzy z członkami rodziny, trwanie przy przestarzałych poglądach.

Jeśli niezgodność „cienia” ze świadomością osiąga względnie duży stopień, to „cień” przybiera postać neurotycznego symptomu, który staje się przyczyną zaburzeń i chorób. W tym sensie ma on charakter patologiczny – jest indywidualnym złem.

„Cień” jednak może mieć dla jednostki wielką wartość. Albowiem część aktów duszy ludzkiej łączy się z treściami „cienia” i tonie w nieświadomości, nie tracąc jednak związku ze świadomością. W „cieniu” działa nie tylko przeszłość, tj. emocje i instynkty. „Cień” pozwala także wyczuć to, co przekracza jednostkę, to, co ogólnoludzkie i nadludzkie. Przez „cień” bowiem jednostka łączy się ze swym aspektem prymitywnym, naturalnym i cielesnym. „Cień” jako naturalny towarzysz świadomości jest postacią i siłą nader cenną. Dlatego utrata „cienia” jest czymś bardzo niebezpiecznym; utratę taką opisał Chamisso w swojej Przedziwnej historii Piotra Schlemihu. Jest tak, ponieważ ten, na rzecz kogo utraciliśmy „cień”, zdobywa władzę nad naszą duszą. Można jednak również urodzić się bez „cienia” (Hofmannsthala Kobieta bez cienia), tj. nie mieć tych wszystkich cech ziemskich, które człowieka czynią człowiekiem hic et nunc.

Dlatego „cień” ma wysoką wartość afektywną. Wystarczy go tylko dotknąć, natknąć się na jakiś kompleks, a natychmiast spotykamy się z reakcją emocjonalną zainteresowanego. Może się ona przejawić jako poczucie niższości, w zakłóceniu w stosunkach międzyludzkich, zaburzyć tok myślenia. Toteż wszędzie tam, gdzie „cień” ulega ożywieniu, zmniejsza się przystosowanie do świata zewnętrznego i wzrasta wrażliwość i drażliwość. O „cieniu” poucza nas to wszystko, co dzieje się wbrew naszej woli.

stocksnap_m5vxqw4zlg

„Cień” konsteluje się tym pewniej, im bardziej afektywny charakter mają nasze akty psychiczne. Takie reakcje spod znaku „cienia” są podstawą naszych konfliktów z otoczeniem. A najczęściej na nerwy działa nam jakaś osoba tej samej co my płci. Na ogół zresztą ów „inny” ma też cechy, które są sprzeczne z naszą naturą i dlatego nas drażnią. Takie przeniesienie naszych własnych nieświadomych cech psychicznych – bo niczym innym, jak tym właśnie są owe cechy sprzeczne z naszą naturą (dodajmy – świadomą) – nazywamy projekcją. (Przykład mężczyzn – intelektualistów nie znoszących prymitywnych sportowców oraz przykład uduchowionych kobiet gardzących kobietami zmysłowymi). Problematyczne są w szczególności te przypadki, w których błędy i winy stanowczo przypisujemy tylko innym, a nigdy sobie (indywidualna realizacja polityki „kozła ofiarnego”). Ale przecież te cechy, które oceniamy negatywnie u innych, są z reguły tymi, które, nie wiedząc o tym, sami posiadamy. Dlatego to, co w projekcji przypisujemy innym, bezwiednie nas fascynuje, dając, jakże często, podstawę ambiwalentnym związkom „miłości – nienawiści”.

Przeciwieństwo między ego a „cieniem”, na dnie którego wykrywamy łączącą je fascynację, wskazuje na pierwotną całość osobowości ludzkiej, rozszczepioną mieczem świadomości. Która jednak z obu części jest „dobra”, a która „zła”? Czy świadomość jest „dobra”, a „cień” – „zły”? Za takim przypuszczeniem przemawia fakt, że „cień” jest mniej zróżnicowany, a często także ma niższą wartość i jako taki z psychologicznego punktu widzenia może być uważany za indywidualne zło, bo utrudnia przystosowanie do świata zewnętrznego. Taki pogląd dominuje w ekstrawertycznej kulturze Zachodu. Ale można też zapytać, czy „złem” nie jest właśnie świadomość, która – jeśli wierzyć na przykład Księdze Rodzaju 2, 9 – pozbawiła człowieka pierwotnej niewinności? Taki pogląd bliższy byłby postawie introwertycznej, reprezentowanej głównie przez kulturę Wschodu, na Zachodzie zaś żywej przede wszystkim w średniowieczu.

Z wyższego wszakże punktu widzenia ego i „cień” należą do siebie, tak jak „jasny” i „ciemny brat”. Jeśli zbytnio zaakceptujemy jasność, to punkt ciężkości przesunie się ku ciemnemu aspektowi świata. Jednostronne zachowania zawsze wywołują jednostronne reakcje. Jedne i drugie dają wyraz ogólniejszej tendencji psychicznej: wyrównującej, uzupełniającej i kompensującej aktywność nieświadomości w ogóle. Podobnie bowiem jak organizm biologiczny, tak i psychika dąży do przywrócenia zachwianej równowagi naturalnej. Czynnik, który zmierza do tego, żeby przez kompensację jednostronności psychicznych osiągnąć pełnię jednostki ludzkiej, Jung określił terminem „jaźni”. Albowiem w rozwoju psychicznym chodzi o pełnię osobowości, a nie o jej doskonałość. Już William James zauważył, że dążenie do lepszej równowagi psychicznej oznacza uwalnianie się od niepełności. Żyje w człowieku moc, która zmierza do tego, by świadomą postawę zrównoważyć przez uznanie dotychczas zaniedbanych aspektów psychiki, własnych słabości i niedoskonałości. Jeśli tendencji tej nie afirmujemy świadomie, to żywimy własny „cień” w sposób nieświadomy, a przez to szkodliwy.

„Cień” osobowy jest więc rzeczywistością, na którą nie wolno zamykać oczu.

Jest to zjawisko normalne, związane z rozwojem świadomości człowieka. Zależnie od postawy naszej świadomości może on być zły – ale też i dobry. Mówiąc innymi słowy: uzupełnienie osobistych przekonań, ideałów i wartościowań może przebiec zarówno w zgodzie z wartościami uznanymi społecznie, jak też i wbrew nim. Ale w każdym wypadku osobowy „cień” jest mniej zróżnicowany i mniej rozwinięty niż ego, tak że zrazu doświadczany jest jako czynnik zakłócający, a nawet jako indywidualne zło. Fakt, że jego związek z osobowością świadomą ma charakter relatywny, nie zmniejsza znaczenia problemu moralnego, jaki on reprezentuje. Uświadomienie sobie własnego „cienia” jest problemem psychologi­cznym o najwyższym znaczeniu moralnym. Chodzi o to, żeby jednostka zdawała sobie sprawę nie tylko z tego, co się jej wydarza, lecz także z tego, co rzutuje na świat. Dopiero przez uznanie osobowości niższej, równie wszakże rzeczywistej co osobowość świadoma, jednostka może zdobyć tę pewność instynktu, która umożliwia jej owocne spotkanie z ludźmi płci przeciwnej. Uznanie „cienia” osobowego jest założeniem wszelkiego dalszego dialogu z mocami nieświadomości (procesu indywiduacji w sensie Jungowskim). Albowiem bez afirmacji „cienia” i bez włączenia go w nasze życie codzienne nie da się ustanowić pozytywnej relacji ani do drugiego człowieka, ani do twórczych źródeł naszej duszy, ani też do świata sił boskich…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s